O Nibylandii, Autach i Pop-Surrealiźmie czyli Lowbrow

Natknąłem się, całkowicie przez przypadek, na nowy nurt w Sztuce ponowoczesnej jawiący się pod tajemniczą nazwą Pop-Surrealizmu. Jako, że surrealizm trafia w moją estetykę z lewej i z prawej, ciągle strzelając, i gotowy byłbym uznać Rene Magritte czy Salvadora Daliego za ulubionych malarzy, postanowiłem przyjrzeć się bliżej szemranemu zjawisku. Po głębszych wycieczkach w głąb internetu, okazało się, że zjawisko szemranym się nie wydaje, co więcej, szemranym nie jest.

Pop-Surrealizm, czyli Lowbrow

Definicji próżno szukać na polskojęzycznych stronach, więc zmuszony byłem włączyć (w umyśle) opcję multi-language. Owoc moich poszukiwań okazał się bardzo zaskakujący, a mianowicie  Pop-Surrealizm to przełożenie Surrealizmu na grunt PopKultury. Trudno to ogarnąć rozumem.  Jednakże sytuacja okazała się nie być beznadziejną, gdyż znalazłem to (tak jest to link), i to całkowicie „pl”. Polak potrafi!

W wielkim skrócie, Lowbrow aka Pop-Surrealizm to tendencja w Sztukach plastycznych powstała w latach 50-tych ubiegłego wieku w Południowej Kalifornii. A wywodzi się tam, tam, tam… z  kręgu Hot Rod, czyli społeczności opartej na fascynacji wszelkiej maści klasycznymi modelami Forda. Tutaj pozwolę sobie odbiec nieco od głównego tematu by przedstawić wam dygresję związaną z samym Henrym Fordem. Jak świat długi i szeroki w szkołach uczą, że  był doskonałym przedstawicielem zarządzania naukowego, wprowadził 8-o godzinny dzień pracy, 5 dolarową dniówkę i produkcję taśmową (czym przyspieszył produkcję o ponad 3000%), ale już rzadziej wspomina się, że był kreatywnym kopistą. Po tym jak stworzył pierwszy model swojego samochodu, udał się za granicę i z Europy sprowadził jedno z ówczesnych popularnych aut (Zabijcie mnie, ale nie pamiętam o jakie chodziło). Sprowadził, rozmontował i złożył na nowo jako świeżutkiego Forda. Taki sprytny był nasz masoński antysemita i przyjaciel Adolfa. Powróćmy jednak do meritum. W latach 60-tych Lowbrow wmieszał się również w społeczność surferską i komiksową, nasiąknąwszy kreskówkami, rockiem, soft porno, sitcomami, wszelkiej maści horrorami i całą resztą kiczowatej popkulturowej papki zaczął się rozwijać i wchodzić na salony, choć do galerii trafił dopiero niedawno.

Co ciekawe, sama nazwa Lowbrow jest odzewem na kulturę Highbrow czyli mniej lub więcej ęteligientnej, wyższej, prawdziwej sztuki. Stąd też druga nazwa kierunku, chwytliwa, i nie nacechowana pejoratywnie.

Dzieciństwo zdefiniowane na nowo

Czym Pop-Surrealizm jest dla mnie? Kiczowatymi psychodelami, które jestem gotowy połknąć. Nie przeszkadza mi ich landszaftowość, kompozycje do bólu przypominające serię obrazków z cyklu „Gdzie jest Wally?” czy oprawa godna Prerafaelitów. Ja to kupuję. Jest dziwnie, wręcz chorobliwie i cynicznie, a to wszystko okraszne znanymi motywami z bajek. Psychodelika w spodenkach myszki Mickey. Jeśli Disney jest dla Ciebie świętością, a twoje wewnętrzne dziecko nie jest gotowe na taki szok, nie próbuj. Surrealizm jest o tyle bezpieczniejszy, że źródłem niepokoju nie jest Betty Boo czy Kaczor Donald.

Niekończące się NibyCuda

A dokładniej „Neverlasting Miracles” autorstwa Todda Shorra w Merry Karnowsky Gallery. Wystawa Pop-Surrealistycznych prac artysty. Dla mnie bomba, choć kiczowata, to jednak bomba.  Obrazy raz przypominają kadry komiksu, raz zaś dzieła akademickie z dziwnie niepasującymi do nich postaciami. Obraz z Piotrusiem Panem, nie zważając na cechy o których wspomniałem wcześniej,  jest ciekawy. Dzwoneczek niczym Wenus, kobieta z główką dziecka. Piotruś Pan, chłopiec który nie chciał dorosnąć, wcześniej idol, na tym obrazie jest po prostu rzeczą  smutną. Ideologia która zachwycała – obecnie wydaje się żałosna. Stary pierdziel bawiący się w dziecko i Tempus, nieuchronnie przypominający, że czas biegnie szybciej niż Forrest Gump. Chyba nie chcę już uciekać przed dorosłością, bo skończę w ten sposób. Oczywiście, to malarstwo godzi to w moją estetykę, ale ideologia tych prac przemawia do mnie bardziej.

Znalazłem w sieci bardzo fajny filmik promocyjny, całego eventu:

Reszta obrazów, szczególnie ten pierwszy na filmie, budzą we mnie niepokój. Ten pierwszy, wielki niepokój i zarazem wielki zachwyt. To jedno z dzieł Lowbrow, które przemawia do mnie w 300% procentach. Bez landszaftów, kiczu.  Surrealizm bez Pop.  Bez żadnych obiekcji, mogę rzec – coś dla mnie. Ale każdy ma własne malarstwo, tak jak muzykę czy gusta. Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis, pomógł Ci, czytelniku, w określeniu swoich. Jeśli nie, pod spodem zostawiam kilka ciekawych prac.  Wykluczenie, czym gust nie jest, też jest jakąś definicją.

P.S. Patrzenie się w oczy Myszki Mickey na górze jest…straszne. I chore.

Reklamy

Zostaw Wiadomość

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s