O dzieciństwie, Anime i Smoczych Kulach

Obawiałem się, odważyłem się i wreszcie odrealniłem się. Obawiałem się, bo nie jestem zwolennikiem poprawiania i reedycji czegokolwiek, co zasiało pozytywne spustoszenie w mojej dziecięcej psychice (porównywalne do Spirit Bomb, czy kilku kamehameha na pełnej mocy). Obawiałem się też dla tego, że do tej samej rzeki nie wchodzi się dwa razy. Jakkolwiek nie miałbym w poważaniu takiego pseudo życiowego stwierdzenia, to jednak w wypadku rzeczy z naszej przeszłości, trafia w samo sedno. Obawiałem się, bo to co zapamiętałem, teraz mogłoby się okazać lekko mówiąc denne. A jeszcze w „ulepszonej” wersji? Katastrofa dla moich wspomnień, śmierć dziecku którym byłem. Jednak Odważyłem się, ponieważ mimo wszystko chciałem powrócić do przeszłości i skonfrontować moje obecne podejście z tym dziecięcym. I wcale się nie zawiodłem. Macie tak, że kiedyś w jakąś książkę, film, bajkę wciągaliście się do tego stopnia, że ta fascynacja mogłaby góry przenosić, a teraz nic już nie daje wam chociaż namiastki takiego stanu? Ja tak mam i myślałem, że to permanentne. Widać, nie doceniłem albo siły emocji z dzieciństwa, albo siły Dragon Balla Z. (ha, ha! patetycznie, a jak!)

O czym mowa, o czym dyskusja

Oczywiście, nie porywałem się na niecałe 300 odcinków. Kiedyś próbowałem, nie dało się. Kto by chciał oglądać takie dłużyzny gdzie jedna walka potrafi trwać 10 odcinków. Kiedyś to sprawiało frajdę. Pamiętam idealny dzień z dzieciństwa: rano do szkoły, żeby pobawić się z innymi dzieciakami, potem poszwędać chwilę w drodze powrotnej, żeby wreszcie zasiąść koło godziny 15 przed telewizorem, włączyć rtl7 i obejrzeć dwa nowiusieńkie odcinki Dragon Balla. Po tym obowiązkowo na podwórko, i nie wracać do domu aż do dobranocki. No, może na chwile, żeby pograć na pegazusie.
Na szczęście, ktoś mądry pomyślał o fanach, którzy po latach nie przetrawią tego na nowo. Dlatego z okazji dwudziestolecia powstania DB, wydano reedycję Zetki, czyli Dragon Ball Z Kai.

Reedycję?
Seria ma „zaledwie” 98 odcinków, bez zbędnych dłużyzn, scen czy wątków. Ale nie jest tak pięknie. 300 odcinków skondensować w 100? Miało to również inną cenę. Zrezygnowano z kilku sag, które nie miały miejsca w Mandze. A więc nie zobaczymy Maijn Buu (pamiętacie? taki różowy gruby potwór), sagi Garlic Jr i kilku innych. Nowa seria, jest też bardziej ocenzurowana niż stary dobry DBZ, ale do tego chyba wszyscy przywykliśmy (wersja rtelowska, francuska, miała krótsze odcinki, bo nie pokazywali brutalniejszych scen, i wycinali krew ;D). Mimo to, Kai jest, delikatnie mówiąc, zajeahoh! A! i nagrali nowe openingi z wystrzałową nutą Dragon Ball Soul.

Co ciekawe, są 4 wersje intra. W każdej z nich Dragon Soul, śpiewane jest przez innego aktora, który podkłada głos postaciom. Tego głosu w filmiku, który pokazałem, szczerze nienawidzę. Ale piosenka i tak jest mega. Do tego, wraz z każdą nową sagą pojawiają się inne sceny.
Generalnie, tym co widzieli DBZ polecam Kai, idealne do obejrzenia po latach. Zielonym tez się spodoba, bo wszystko jest fajnie tłumaczone w retrospekcjach, więc można śmiało oglądać bez znajomości pierwszej serii. A na dniach, jeśli będę miał czas, skrobnę recenzję całego tworu.

Reklamy

Zostaw Wiadomość

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s